Ubranka dla psów

Najpiękniejsze ubranka dla psów i nie tylko.

Jak własciwie wychować psa

Dawniej pies mniej więcej do roku chował się ot tak, jak. bądź, „przy kuchni”. Młodość spędzał więc w zupełnym zaniedbaniu. Potem oddawano go na tygodnie lub miesiące do tresury, gdzie wraz z innymi podobnymi delikwentami był wychowany metodą „par force”. W czasie nauki zmuszano go do wykonywania paru sztuczek, jak służenie, napadanie na ludzi (bo prawidłową obroną nie można tego nazwać), dawanie łapy lub warowanie i aport, gdy chodziło o wyżła. Taki zahukany i nieufny wobec ludzi pies wracał do dawnego czy też nowego pana z nazwą „ułożonego”. Jeśli pan był przyjacielem zwierząt i intuicyjnie lub na podstawie własnych doświadczeń umiał zaskarbić sobie zaufanie psa, mógł być z tej nauki pożytek, jeżeli potrafił utrwalić i rozwinąć w swoim pupilu wbite mu tresurą początki. Jeżeli zaś tego nie umiał, to pies, który przy zakupie lub po ukończonej ,,szkole” wykazał swe umiejętności, po pewnym czasie w rękach nowego właściciela stawał się nagle „głupi” lub „uparty”. Zbierał więc częściej lub rzadziej „lanie” za to, że „nie chce” wykonywać rozkazów, których po prostu nie rozumiał. W końcu zniecierpliwiony pan przeznaczał go na łańcuch, albo „uszczęśliwiał” nim kogoś ze znajomych — gdzie zaczynało się to samo od nowa — albo wreszcie pozostawiał psa samopas. Ten w końcu stawał się włóczęgą, a więc naprawdę szkoda było czasu i pieniędzy na jego „kształcenie”.
Ktoś, kto naprawdę kocha zwierzęta, chce mieć przyjemność i pożytek ze swego psa, powinien go sam sobie wychować. Dlatego więc radziłem na początku niniejszej książki, by nabywać młodego psa, jeśli się ma sprzyjające warunki i czas. Unikałem też częstego używania słowa „tresura”. Uważam bowiem, że przeciętny amator hie zajmuje się tresurą, lecz wychowaniem, nawet wtedy gdy chodzi ó psa użytkowego.
Właściwe wychowanie jest najlepszą podstawą do dalszej nauki, zarówno zresztą u człowieka, jak i u zwierząt. Można wprawdzie także starszego, zupełnie surowego psa wyszkolić, łatwiej jednak i lepiej wychować go od wczesnej młodości, powoli i stopniowo rozbudzając w nim, w miarę jego dojrzewania, instynkty pożądane, a tłumiąc niepożądane. Stosunek przewodnika do psa powinien stale opierać się na zasadzie „współżycia w sforze”. Pan powinien być niezaprzeczalnie autorytetem nie zezwalającym na bunt, lecz wzbudzającym bezgraniczne zaufanie, że przy nim, „przewodniku sfory”, nic psu nie grozi, że wspólnie stanowią zespół panujący nad otoczeniem.
Uwagi te są przeznaczone przede wszystkim do użytku amatora, który chce dla siebie przygotować jednego lub kilka psów. Inaczej przedstawia się sprawa w zakładach, gdzie dla celów służbowych, milicji, straży granicznej, łączności lub wojsk sanitarnych szkoli się równocześnie większą grupę psów. Tam oczywiście trzeba się posługiwać bardziej szablonową metodą, lecz nie można nigdy zapominać, że pies jest obdarzony osobniczymi cechami charakteru i wymaga indywidualnego traktowania.
Tresura w zakładach prowadzona jest przez, doświadczonych fachowców, którzy obserwują nie tylko przebieg nauki psa, lecz również udzielają wskazówek właściwego postępowania przewodnikom odbierającym wyszkolenie wraz z psami. Ostatni „szlif” nadaje psu dopiero praktyka.
Im bardziej wyspecjalizujemy psa w jakiejś określonej dziedzinie i to zgodnie z jego wrodzonymi talentami, tym precyzyjniejsze można uzyskać wyniki. Na odwrót, przy różnorodnej pracy umiejętność psa będzie powierzchowna, a rezultaty mniej zadowalające. Pies wszechstronnej użyteczności nie może skutecznie konkurować ze specjalistą. Wreszcie i tu należy pamiętać o starej prawdzie, że
tylko ciągłe powtarzanie w praktyce nabytej umiejętności doprowadza do coraz większej doskonałości.
Przewodnik powinien stale kontrolować psa, czy nie ma on tendencji do zmanierowania się lub czy nie powstają u niego mylne skojarzenia.
Pewien jestem, że kto raz przekona się o skuteczności metody „uczyć bawiąc i bawić ucząc”, ten raz na zawsze zarzuci stare sposoby szkolenia. Nie trzeba się obawiać, że pies, który się uczy w czasie zabawy, będzie mniej pożyteczny w pracy. Przeciwnie, jeśli jego zdolności zostały rozbudzone i skierowane na pożądany tor przy zabawie, również przy pracy będzie okazywał posłuszeństwo i gorliwość, wynikające z ochoty do wyładowania instynktów wrodzonych, umiejętnie pokierowanych przez człowieka.

  • 0 Comments
  • Filed under: Bez kategorii
  • Wychowanie psa od szczeniaka

    Bardzo skuteczne i celowe jest uchwycenie go ręką (zaopatrzoną w grubą rękawicę) za kark, podniesienie na pewną wysokość, energiczne potrząśnięcie (oczywiście nie doprowadzając do uszkodzenia ciała), ewentualnie z równoczesnym „przetrzepaniem” mu skóry. Tak postępuje suka ze szczeniakiem, a przewodnik sfory z krnąbrnym „podwładnym”. Dlatego wywiera to często jakby magiczny wpływ, bo przekonuje „buntownika” o wszech władzy „przewodnika sfory”. Na pocieszenie czytelnika, być może przerażonego perspektywą „walki o władzę”, mogę powiedzieć, że ten, kto konsekwentnie i rozumnie chowa psa od szczenięcia, nie będzie miał potrzeby z nim walczyć. Największy pies dobrze prowadzony ma do swego przewodnika zdecydowanie uległy stosunek. Częściej raczej trzeba uważać, by nie nadużyć swojej władzy i nie stłumić inteligencji psa przez mechaniczną tresurę, Dlatego, z wyjątkiem prób agresji, nigdy nie powinien on doznać silniejszych bezpośrednich przykrości od swego pana. Wzbudzenie u pupila bezwzględnego zaufania do przewodnika powinno być dominującym celem wychowania. Zaufanie to można wyrobić szczególnie łatwo przy karmieniu psa i to od pierwszych tygodni jego życia. Pies z natury ma wrodzony instynkt obrony pokarmu. Jest to zrozumiałe, jeśli się zważy, że jego protoplasta polował w sforze i gromadnie spożywał wspólny łup. Łup ten był  często mniejszy niż apetyty członków sfory i dlatego w pełni mógłzaspokoić głód tylko ten uczestnik polowań, który miał szybki refleks, ułatwiający w konkurencji zdobywanie najponętniejszych kęsów. Obserwujemy do dziś, że pies, w odróżnieniu od zwierząt roślinożernych czy np. kota, który sam zdobywa i spożywa swą zdobycz, rzuca się na pokarm łapczywie, zwłaszcza gdy jest nim surowe mięso, wyzwalające w psie ten odwieczny instynkt. Pies pobierający pokarm sam, bez towarzystwa, jada znacznie spokojnej i dlatego, jak również ze względów higienicznych, gdy w domu jest kilka psów, należy każdego karmić oddzielnie, z własnej miski. Miski trzeba stawiać zawsze w tym samym miejscu i przez to nauczyć psy jadania tylko z oddzielnego naczynia. Rozumiejąc przyczyny zazdrości o jedzenie, nie możemy nigdy dopuścić do powstania u psa skojarzenia tego rodzaju, że pan jest jego konkurentem w walce o pokarm.

  • 0 Comments
  • Filed under: Bez kategorii
  • Jak ułorzyć psa

    Próby buntu nie tylko nie należy uważać za dowód złego charakteru psa, przeciwnie, właśnie z takich psów, które usiłują narzucić nam swą wolę ,wyrastają najlepsi obrońcy i przyjaciele. Oczywiście nie jest rzeczą łatwą opanować psa, który przeżył kilka lat nie uznając nad sobą władzy i w licznych starciach z otoczeniem nie ustępował przed nikim. Podporządkowanie sobie takiego psa jest zadaniem przerastającym możliwości początkującego amatora. Doświadczony przewodnik opanuje go spokojem i pewnością siebie, która jest najskuteczniejszym środkiem wychowania. Ujarzmienie psa starego, zupełnie już zmanierowanego, wchodzi w zakres pirać pogromcy; do tego trzeba mieć specjalne zdolności i kwalifikacje. Na ogół jednak nie mą takiego psa, którego naprawdę zdolny i doświadczony przewodnik nie mógłby opanować i ułożyć, chyba że zwierzę jest psychicznie nienormalne, bo i takie bywają.
    Bywają też psy o władczej naturze, które w rękach osoby układającej stają się potulne jak owieczki, ale z chwilą przejścia do rąk innej osoby, nie umiejącej narzucić im swej woli lub co gorsze bojażliwej, momentalnie wyczuwają swą przewagę i starają się tę przewagę wykorzystać. Jeśli więc ktoś nie należy do odważnych i jest w dodatku nerwowy, niech nie trzyma psa bojowego, gdyż wkrótce nie pies jemu się podporządkuje, lecz odwrotnie.
    Trafiają się, choć niezmiernie rzadko, psy o naturze „urodzonego przywódcy”. Taki pies nie podporządkuje się nikomu i w naturalnych warunkach tak długo zachowuje rolę „watażki”, spychając rywali o władzę, póki nie napotka drugiego osobnika o podobnym charakterze. Dochodzi wtedy do ostatecznej rozgrywki, w której żaden nie ustąpi, nawet przed przeważającą siłą. Gdyby czytelnika nieszczęśliwy los obdarzył podobnym wychowankiem, radzę oddać go na stróża podwórzowego w warunki, w których nie będzie nikomu zagrażał.
    Z reguły jednak „walka o władzę” nie prowadzi do zbyt tragicznych skutków; nie zawsze decyduje siła, lecz zdecydowana postawa.
    Wracając do problemu kary i nagrody — należy starać się tak oddziaływać na psa, by pod żadnym pozorem nie powstało u niego skojarzenie, że przyjazne zbliżenie się do pana pociąga za sobą przykre skutki. Sfera w pobliżu pana powinna być zawsze sferą zupełnej pewności, bezpieczeństwa, a pan — źródłem psychicznych i fizycznych przyjemności. W miarę możności należy wszystkie nagrody łączyć ze swoją osobą lub z czynnością pożądaną, kary natomiast z czynnością niepożądaną i ukrywać przy tym związek przyczynowy między karą a swoją osobą. W jednym tylko wypadku można odstąpić od tej zasady, a mianowicie wtedy, gdy pies przy ewentualnej walce o władzę zaatakuje pana. Wówczas wszystkie środki użyte stosownie do stopnia agresji i wielkości psa są dobre, jeśli z ich pomocą potrafimy przekonać go, że jesteśmy silniejsi. Autorytet przewodnika jest równie ważny jak konieczność zyskania “zaufania psa. Stanowczość wychowawcy powinna wskazać granicę, poza którą psu nie wolno wykraczać.
    Należy odróżnić krzywdę wyrządzoną panu nieumyślnie, np. przez nieostrożność w zabawie, od agresji w przystępie buntu. Różnica jest tak wyraźna, że nawet zupełny nowicjusz zorientuje się od razu w zamiarach wychowanka. Jeśli pies odgryzie się odruchowo w razie np. przypadkowego nadepnięcia mu na łapę w czasie zabawy, wystarczy skarcić go za to energicznie, lecz umiarkowanie i spokojnie. Zabawy są bardzo pożądane, wpływają bowiem na lepsze poznanie i obustronne przywiązanie oraz na wyrabianie spostrzegawczości u wychowanka. Wszelkie jednak przejawy wyraźnego buntu powinny być tłumione radykalnie. Jest to jedyna sytuacja, kiedy wychowawcy wolno stosować bicie i to ostre aż do skutku, póki pies nie podda się i nie zaniecha jakichkolwiek odruchów agresji, jak gryzienie, warczenie itp. Należy go przy tym dobrze osadzić smyczą lub łańcuchem, by nie mógł nie tylko napadać, lecz i uciec. W razie udanej ucieczki nabierze bowiem przeświadczenia, że w ten ’sposób można się ratować przed bezpośrednim atakiem. Trzeba prze to wywalczyć zwycięstwo. Z chwilą jednak gdy pokonany pies okaże ,,skruchę”, należy krótko i z umiarem pogłaskać go, oczywiście bez czułości, i odnosić się do niego zupełnie normalnie. Pogłaskanie psa ma na celu zarówno uspokojenie go poprzykrej interwencji.    I jak i przekonanie się, czy nie będzie próbował ponownie zaatakować ręki — wtedy bowiem trzeba kontynuować karę aż do ostatecznego skutku.

  • 0 Comments
  • Filed under: Bez kategorii
  • Dwa psy w domu

    Jeśli chodzi o wzajemny stosunek dwu psów, to chciałbym nadmienić, że walce można zapobiec i psa przywołać do siebie tylko wtedy, gdy jest on bardzo blisko nas, w każdym razie bliżej niż przeciwnik. Jeśli natomiast wyłoni się nieoczekiwanie taka sytuacja, że w pobliżu naszego psa, który odbiegł dość daleko, pojawi się inny pies, należy się zachować spokojnie i obojętnie. Pies bowiem, jeśli nie jest zupełnie ułożony i do pewnego stopnia „zmechanizowany”, nie przyjdzie mimo naszego wołania. Zresztą nie może on przyjść, bo byłoby to Wbrew odwiecznym prawom psiej natury. Pies poza innymi instynktami obdarzony jest przez naturę także instynktem gonienia łupu, czyli uciekającej przed nim zwierzyny.
    Jeśli więc nasz pies znajdzie się w polu widzenia innego psa zwłaszcza większego lub równego wzrostem, to mimo że nęci go wezwanie pana, posłuchać go po prostu nie może. Odwracając się bowiem od przybysza i odchodząc odeń w szybkim tempie, stwarza tym samym pozory ucieczki. Uciekająca zaś zwierzyna wywołuje w innym psie chęć pogoni i zdobycia łupu. O tym wszystkim mówi naszemu psu głos krwi i doświadczenie wielu pokoleń. Szybki powrót do pana byłby zatem odstępstwem od norm postępowania wytkniętych mu przez instynkt i niebezpieczeństwem wydania się na prześladowanie przez rywala, z którym nie wymienił ceremonialnego przedstawienia się na psi sposób.
    Zresztą takie spotkania czy nawet konflikty kończą się zwykle mniej groźnie, niż zapowiadają się, zwłaszcza na neutralnym gruncie. Jeśli jednak dochodzi do Ostrej walki, obaj właściciele psów powinni wkroczyć energicznie w celu odciągnięcia swych wychowanków. Najważniejszą rzeczą jest wtedy zachowanie spokoju, gdyż jakiekolwiek zdenerwowanie obu właścicieli udziela się psom i podnosi jeszcze bardziej ich bojowy nastrój. Nie wymagajmy więc od psa rzeczy sprzecznych z jego wrodzonymi impulsami.
    Przerobienie lub stłumienie instynktów wymaga dużo pracy i cierpliwości. Zadanie takie można wykonać, lecz oprócz czasu wymaga ono od przewodnika wielkiego doświadczenia i wyjątkowego
    umiaru wychowawczego. Poza tym pies, u którego brutalnie tłumiono przejawy instynktu, stanie się wystraszonym „manekinem” i zamiast własnej inicjatywy wykazywać będzie tylko nabytą efektowną karność, a więc nie sprawi przyjemności żadnemu prawdziwemu miłośnikowi zwierząt.
    Źródłem nieporozumień jest także postawa, którą można nazwać postawą „zawstydzenia”. Przybiera ją pies, gdy pan zaczyna go karcić dla zasady, lecz sam nie jest poruszony gniewem, a jnoże nawet raczej rozśmieszony i przemawia w tonie niezrozumiałym dla psa. Pies waha się i nie jest pewien, czy pan się gniewa i grozi karą, czy też, jako to nieraz bywało, zaprasza do zbliżenia się, a nawet zabawy. Uczucia jego oscylują między ufnością a trwogą; nie wie jak się w tej niejasnej sytuacji zachować i dlatego ukazuje nam „zawstydzoną twarz”.
    Instynkt sfory, jak już wspomniałem, stanowi tło na którym dopiero rozwijają się wszelkie inne przejawy życia wewnętrznego psa. W braku psich towarzyszy stwarza on sobie sforę zastępczą z ludzi czy też zwierząt domowych i stąd powstają przyjaźnie z kotem, koniem, ą nawet kurą czy papugą. Drogi, na jakich wyładowuje się instynkt sfory, są nieraz zupełnie nieoczekiwane.
    Celem wychowawcy powinno być jak najbliższe zżycie się z psem, aby powstał nierozerwalny związek przyjaźni, w którym pies czułby się członkiem sfory bezwzględnie podporządkowanym przewodnikowi — panu. Stanowisko przewodnika w stosunku do dorosłego psa, zwłaszcza z rasy bojowej, trzeba sobie nieraz dopiero wywalczyć zdecydowanym postępowaniem, a być może i siłą fizyczną.

  • 0 Comments
  • Filed under: Bez kategorii
  • Nauka psa posłuszeństwa

    Pies, tak jak wszystkie zwierzęta, jak 1—2-letnie dzieci, nie ma zdolności abstrakcyjnego myślenia. Niezrozumiała jest dlań przeto mowa ludzka jako taka. Pies zapamiętuje tylko pewne wyrazy jako dźwięki kojarzące mu się z faktami, które po nich następują, względnie z czynnościami, które po nich powinien wykonać, jeśli chce osiągnąć skutek przyjemny lub uniknąć przykrości. Poza tym w psie drzemie szereg popędów instynktownych, które można celowo wykorzystywać lub tłumić.
    Przez naukę natomiast kształcimy inteligencję psa, starając się w umyśle jego wywołać odpowiednie skojrzenia, utrwalające przekonanie, że po odebraniu pewnych bodźców akustycznych, optycznych lub dotykowych (tj, rozkazów) powinien wykonać jakąś pracę albo czegoś zaniechać, jeśli chce uniknąć niemiłych skutków lub doznać przyjemnych wrażeń. Skojarzenia te wywołujemy przy pomocy bodźców—rozkazów wydawanych słownie, dotykowo lub gestem. Po zadziałaniu takim bodźcem zmuszamy psa do wypełnienia jakiegoś zadania lub zaniechania czynności niepożądanej i zależnie od tego, czy pies podporządkuje się naszej woli, stosujemy mniej lub bardziej przykre i stanowcze środki przymusu albo sprawiamy mu przyjemność.
    Rozkaz jest więc tylko hasłem sygnalizującym, że po nim nastąpią pewne zdarzenia miłe, jeśli pies zachowa się w sposób narzucony przez przewodnika, a nieprzyjemne, jeśli zachowa się inaczej. Trzeba pamiętać, że zamierzone skojarzenie powstanie tylko wtedy, gdy środki przymusu czy zachęty działają równocześnie z bodźcem — rozkazem lub łączą się bezpośrednio z reakcją psa. Jeżeli istnieje między nim pewna rozpiętość czasowa, do powstania właściwych skojarzeń nie dochodzi albo, co gorsze, dochodzi do skojarzeń wadliwych. Wadliwe zaś skojarzenia mogą za jednym zamachem zbu-
    rzyć całkowicie lub na pewien czas zaufanie psa do przewodnika. Naprawienie takich błędów wymaga zawsze wiele czasu i umiejętności, a z zasady nie udaje się temu, kto raz dopuścił do powstania nieporozumień między sobą a psem. Błędy te łatwiej może naprawić nowy, inteligentny przewodnik.
    W dalszym ciągu będę używał określeń „kara” lub „nagroda”, aby uniknąć zbyt długiego powtarzania tych samych opisów, lecz zaznaczam, że terminy te nie mają nic wspólnego z odnośnymi pojęciami u ludzi, u których stanowią następstwa winy czy zasługi Pies nie zna naszych norm etycznych, a tym samym nie może ich przekroczyć, ani być winnym według kryteriów ludzkich. Jedynym dążeniem psa jest ułożenie sobie życia tak, jak nakazują to naturalne popędy. Twierdzenie jakoby pies w poczuciu winy okazywał skruchę lub zawstydzenie jest tylko dowodem nieznajomości psychiki psa. Nieporozumienie to wynika z błędnych wniosków wyciąganych z zachowania się psa.
    Przykład: pies popełnia coś, co według pojęć jego pana jest przekroczeniem obowiązujących norm etycznych. Z chwilą dokonania „przestępstwa” spostrzega zmianę w zachowaniu się pana Zmiana ta może być bardzo nieznaczna, a nawet nie zamierzona. Pies jednak jest niezwykle czułym obserwatorem i reaguje w lot na wszelkie przejawy stanu psychicznego człowieka. Nauczony doświadczeniem wie, że gniewny lub oburzony wyraz twarzy albo innego rodzaju zachowanie się pana jest zapowiedzią czegoś niemiłego. Przybiera więc postawę „skruszonego”, której skrajna forma wyraża się przez czołganie i wywrócenie na grzbiet z odsłonięciem brzucha i podgardla. Pan tłumaczy to sobie jako prośbę o przebaczenie i łączy z tym poczucie winy.
    Prawdziwe przyczyny rzekomej skruchy można poznać obserwując zachowanie się psów między sobą. Dwa psy spotkawszy się podchodzą do siebie z nieufnością i przyjmują na wszelki wypadek postawę bojową. Postawa ta wyraża się przez napięcie mięśni gotowych do ataku, najeżenie sierści (pies dodaje sobie w ten sposób instynktownie pozorów większego wzrostu), przez podchodzenie bokiem (w ten sposób chroni się przed niespodziewanym atakiem) wreszcie przez szczerzenie zębów i warczenie. W tej postawie psy chodzą naokoło siebie, mierzą swe siły, obwąchują się wzajemnie w celu poznania nastroju i zamiarów przeciwnika. Jeśli partner wyda się niegroźny, pogotowie bojowe z wolna ustępuje, dochodzi wtedy do zabawy lub obojętnego rozejścia się.
    Może być inaczej, gdy psy poczują do siebie wrogi stosunek, uznają się za rywali albo jeden drugiego za intruza. Wtedy, jeżeli partnerzy czują się dostatecznie silni, dochodzi do walki, która rozmaicie się kończy, zależnie od faktycznych sił i temperamentu przeciwników. Bywa również jeszcze inaczej. Jeden z walczących, obdarzony mniej bojową naturą i słabszą budową, przekonawszy się,, że jego przeciwnik znacznie przewyższa go siłą, zmienia nagle postawę. Pada na ziemię odsłaniając swe najczulsze miejsce — brzuch albo też opuszcza kark jakby nastawiając go do gryzienia. I wtedy, o dziwo! groźny napastnik postępuje w sposób dla laika zgoła nieoczekiwany. Widząc poddanie się, rezygnuje z zamierzonego ataku. Zadowala się tym, że przeciwnik ustąpił i jeżeli jest to pies obcy, odchodzi odeń obojętnie, a jeśli towarzysz sfory —uważa go za podporządkowanego sobie. Podporządkowanie to trwa do czasu, póki słabszy nie uzna, że zmienił się na jego korzyść stosunek sił. Wtedy dochodzi do walki i pokonany na długo respektuje autorytet zwycięzcy.
    Taką właśnie postawę „pokory” lub ,,skruchy” zajmuje pies w chwili, gdy odczuwa, że grozi mu agresja ze strony silniejszego przewodnika „sfory” —pana.

  • 0 Comments
  • Filed under: Bez kategorii
  • Jak porozumieć się z psem

    Aby wychować i wyszkolić psa na dobrego towarzysza i pożytecznego pomocnika, należy z jednej strony zrozumieć jego psychikę, a z drugiej — co jest znacznie trudniejsze — znaleźć drogę do wypowiedzenia swej woli w sposób dla niego zrozumiały. Inteligencja psa wyraża się w jego reakcjach świadczących o samodzielnym myśleniu.
    Nie znaczy to jednak, by psi proces myślenia, tj. związek między skojarzeniem a bodźcem, który to skojrzenie wywoła, miał zawsze przebieg analogiczny jak u człowieka. Poza tym należy pamiętać, że wiele, jeżeli nie większość czynności psa opiera się na instynktach. Zwierzęta udomowione zachowały różne odruchy instynktowne, które u ich przodków były celowe, ale w obecnym ich życiu są zupełnie niepotrzebne. Nie chcąc rozszerzać tego tematu, ograniczę się do dwu przykładów, powszechnie znanych i często cytowanych.
    Pies ma zwyczaj zagrzebywania mniej lub bardziej dokładnie swych odchodów. Dzicy przodkowie wykonywali tę czynność być może w celu zatarcia swych śladów przed wrogami. Inni zoo psychologowie podają także inne, równie prawdopodobne wytłumaczenie, że psy w stanie dzikim zajmowały ze swymi rodzinami (sforą) określone rewiry łowieckie. Granice ich oznaczały wydalinami i być może dla wyraźniejszego oznaczenia ,,swojego” terenu dopomagały sobie rozgrzebywaniem wydalin.
    Kładąc się do snu na podłodze pies kręci się w kółko przez dłuższą chwilę, jak gdyby zgniatając w ten sposób stepowe trawy, wśród których słał swe legowisko jego dziki przodek. Także i to zjawisko bywa inaczej tłumaczone, jako pewnego rodzaju gimnastyka odprężająca przed ułożeniem się do snu.
    Dziś, gdy pies żyje w zmienionych warunkach, obie te czynności są bezużyteczne, a jednak przetrwały one jako przejawy instynktu przez tysiące lat. Człowiek, wychowując psa, wykorzystuje wszystkie jego instynkty i stara się zużytkować je dla własnej korzyści. Tresura jest łatwa, gdy przystosowana jest do wrodzonych odruchów psa, trudna lub bezowocna, kiedy zamierzenia człowieka wobec zwierzęcia są z nimi sprzeczne. Do tego tematu powrócę jeszcze w części drugiej — „Praktyczne wskazówki nauki i wychowania psa”.
    Aby zrozumieć psychikę psa, trzeba brać pod uwagę, że jego dziki przodek, w odróżnieniu np. od kota czy lisa, żył zawsze w gromadzie, podobnie jak koń, bydło i inne zwierzęta stadne. Gromadę albo stado psów nazywamy sforą, a jedną z najważniejszych cech charakteru psa określamy instynktem sfory. Instynkt ten jest obok instynktu samozachowawczego niewątpliwie najsilniejszym bodźcem w postępowaniu i zachowaniu psa. Pies udomowiony, pozbawiony swych naturalnych towarzyszy, stwarza sobie sforę zastępczą w nowym otoczeniu. Na tym opiera się najistotniejsza dla nas psia ,,cnota” — wierność, czyli przywiązanie do pana.

  • 0 Comments
  • Filed under: Bez kategorii