Pies, tak jak wszystkie zwierzęta, jak 1—2-letnie dzieci, nie ma zdolności abstrakcyjnego myślenia. Niezrozumiała jest dlań przeto mowa ludzka jako taka. Pies zapamiętuje tylko pewne wyrazy jako dźwięki kojarzące mu się z faktami, które po nich następują, względnie z czynnościami, które po nich powinien wykonać, jeśli chce osiągnąć skutek przyjemny lub uniknąć przykrości. Poza tym w psie drzemie szereg popędów instynktownych, które można celowo wykorzystywać lub tłumić.
Przez naukę natomiast kształcimy inteligencję psa, starając się w umyśle jego wywołać odpowiednie skojrzenia, utrwalające przekonanie, że po odebraniu pewnych bodźców akustycznych, optycznych lub dotykowych (tj, rozkazów) powinien wykonać jakąś pracę albo czegoś zaniechać, jeśli chce uniknąć niemiłych skutków lub doznać przyjemnych wrażeń. Skojarzenia te wywołujemy przy pomocy bodźców—rozkazów wydawanych słownie, dotykowo lub gestem. Po zadziałaniu takim bodźcem zmuszamy psa do wypełnienia jakiegoś zadania lub zaniechania czynności niepożądanej i zależnie od tego, czy pies podporządkuje się naszej woli, stosujemy mniej lub bardziej przykre i stanowcze środki przymusu albo sprawiamy mu przyjemność.
Rozkaz jest więc tylko hasłem sygnalizującym, że po nim nastąpią pewne zdarzenia miłe, jeśli pies zachowa się w sposób narzucony przez przewodnika, a nieprzyjemne, jeśli zachowa się inaczej. Trzeba pamiętać, że zamierzone skojarzenie powstanie tylko wtedy, gdy środki przymusu czy zachęty działają równocześnie z bodźcem — rozkazem lub łączą się bezpośrednio z reakcją psa. Jeżeli istnieje między nim pewna rozpiętość czasowa, do powstania właściwych skojarzeń nie dochodzi albo, co gorsze, dochodzi do skojarzeń wadliwych. Wadliwe zaś skojarzenia mogą za jednym zamachem zbu-
rzyć całkowicie lub na pewien czas zaufanie psa do przewodnika. Naprawienie takich błędów wymaga zawsze wiele czasu i umiejętności, a z zasady nie udaje się temu, kto raz dopuścił do powstania nieporozumień między sobą a psem. Błędy te łatwiej może naprawić nowy, inteligentny przewodnik.
W dalszym ciągu będę używał określeń „kara” lub „nagroda”, aby uniknąć zbyt długiego powtarzania tych samych opisów, lecz zaznaczam, że terminy te nie mają nic wspólnego z odnośnymi pojęciami u ludzi, u których stanowią następstwa winy czy zasługi Pies nie zna naszych norm etycznych, a tym samym nie może ich przekroczyć, ani być winnym według kryteriów ludzkich. Jedynym dążeniem psa jest ułożenie sobie życia tak, jak nakazują to naturalne popędy. Twierdzenie jakoby pies w poczuciu winy okazywał skruchę lub zawstydzenie jest tylko dowodem nieznajomości psychiki psa. Nieporozumienie to wynika z błędnych wniosków wyciąganych z zachowania się psa.
Przykład: pies popełnia coś, co według pojęć jego pana jest przekroczeniem obowiązujących norm etycznych. Z chwilą dokonania „przestępstwa” spostrzega zmianę w zachowaniu się pana Zmiana ta może być bardzo nieznaczna, a nawet nie zamierzona. Pies jednak jest niezwykle czułym obserwatorem i reaguje w lot na wszelkie przejawy stanu psychicznego człowieka. Nauczony doświadczeniem wie, że gniewny lub oburzony wyraz twarzy albo innego rodzaju zachowanie się pana jest zapowiedzią czegoś niemiłego. Przybiera więc postawę „skruszonego”, której skrajna forma wyraża się przez czołganie i wywrócenie na grzbiet z odsłonięciem brzucha i podgardla. Pan tłumaczy to sobie jako prośbę o przebaczenie i łączy z tym poczucie winy.
Prawdziwe przyczyny rzekomej skruchy można poznać obserwując zachowanie się psów między sobą. Dwa psy spotkawszy się podchodzą do siebie z nieufnością i przyjmują na wszelki wypadek postawę bojową. Postawa ta wyraża się przez napięcie mięśni gotowych do ataku, najeżenie sierści (pies dodaje sobie w ten sposób instynktownie pozorów większego wzrostu), przez podchodzenie bokiem (w ten sposób chroni się przed niespodziewanym atakiem) wreszcie przez szczerzenie zębów i warczenie. W tej postawie psy chodzą naokoło siebie, mierzą swe siły, obwąchują się wzajemnie w celu poznania nastroju i zamiarów przeciwnika. Jeśli partner wyda się niegroźny, pogotowie bojowe z wolna ustępuje, dochodzi wtedy do zabawy lub obojętnego rozejścia się.
Może być inaczej, gdy psy poczują do siebie wrogi stosunek, uznają się za rywali albo jeden drugiego za intruza. Wtedy, jeżeli partnerzy czują się dostatecznie silni, dochodzi do walki, która rozmaicie się kończy, zależnie od faktycznych sił i temperamentu przeciwników. Bywa również jeszcze inaczej. Jeden z walczących, obdarzony mniej bojową naturą i słabszą budową, przekonawszy się,, że jego przeciwnik znacznie przewyższa go siłą, zmienia nagle postawę. Pada na ziemię odsłaniając swe najczulsze miejsce — brzuch albo też opuszcza kark jakby nastawiając go do gryzienia. I wtedy, o dziwo! groźny napastnik postępuje w sposób dla laika zgoła nieoczekiwany. Widząc poddanie się, rezygnuje z zamierzonego ataku. Zadowala się tym, że przeciwnik ustąpił i jeżeli jest to pies obcy, odchodzi odeń obojętnie, a jeśli towarzysz sfory —uważa go za podporządkowanego sobie. Podporządkowanie to trwa do czasu, póki słabszy nie uzna, że zmienił się na jego korzyść stosunek sił. Wtedy dochodzi do walki i pokonany na długo respektuje autorytet zwycięzcy.
Taką właśnie postawę „pokory” lub ,,skruchy” zajmuje pies w chwili, gdy odczuwa, że grozi mu agresja ze strony silniejszego przewodnika „sfory” —pana.