Dawniej pies mniej więcej do roku chował się ot tak, jak. bądź, „przy kuchni”. Młodość spędzał więc w zupełnym zaniedbaniu. Potem oddawano go na tygodnie lub miesiące do tresury, gdzie wraz z innymi podobnymi delikwentami był wychowany metodą „par force”. W czasie nauki zmuszano go do wykonywania paru sztuczek, jak służenie, napadanie na ludzi (bo prawidłową obroną nie można tego nazwać), dawanie łapy lub warowanie i aport, gdy chodziło o wyżła. Taki zahukany i nieufny wobec ludzi pies wracał do dawnego czy też nowego pana z nazwą „ułożonego”. Jeśli pan był przyjacielem zwierząt i intuicyjnie lub na podstawie własnych doświadczeń umiał zaskarbić sobie zaufanie psa, mógł być z tej nauki pożytek, jeżeli potrafił utrwalić i rozwinąć w swoim pupilu wbite mu tresurą początki. Jeżeli zaś tego nie umiał, to pies, który przy zakupie lub po ukończonej ,,szkole” wykazał swe umiejętności, po pewnym czasie w rękach nowego właściciela stawał się nagle „głupi” lub „uparty”. Zbierał więc częściej lub rzadziej „lanie” za to, że „nie chce” wykonywać rozkazów, których po prostu nie rozumiał. W końcu zniecierpliwiony pan przeznaczał go na łańcuch, albo „uszczęśliwiał” nim kogoś ze znajomych — gdzie zaczynało się to samo od nowa — albo wreszcie pozostawiał psa samopas. Ten w końcu stawał się włóczęgą, a więc naprawdę szkoda było czasu i pieniędzy na jego „kształcenie”.
Ktoś, kto naprawdę kocha zwierzęta, chce mieć przyjemność i pożytek ze swego psa, powinien go sam sobie wychować. Dlatego więc radziłem na początku niniejszej książki, by nabywać młodego psa, jeśli się ma sprzyjające warunki i czas. Unikałem też częstego używania słowa „tresura”. Uważam bowiem, że przeciętny amator hie zajmuje się tresurą, lecz wychowaniem, nawet wtedy gdy chodzi ó psa użytkowego.
Właściwe wychowanie jest najlepszą podstawą do dalszej nauki, zarówno zresztą u człowieka, jak i u zwierząt. Można wprawdzie także starszego, zupełnie surowego psa wyszkolić, łatwiej jednak i lepiej wychować go od wczesnej młodości, powoli i stopniowo rozbudzając w nim, w miarę jego dojrzewania, instynkty pożądane, a tłumiąc niepożądane. Stosunek przewodnika do psa powinien stale opierać się na zasadzie „współżycia w sforze”. Pan powinien być niezaprzeczalnie autorytetem nie zezwalającym na bunt, lecz wzbudzającym bezgraniczne zaufanie, że przy nim, „przewodniku sfory”, nic psu nie grozi, że wspólnie stanowią zespół panujący nad otoczeniem.
Uwagi te są przeznaczone przede wszystkim do użytku amatora, który chce dla siebie przygotować jednego lub kilka psów. Inaczej przedstawia się sprawa w zakładach, gdzie dla celów służbowych, milicji, straży granicznej, łączności lub wojsk sanitarnych szkoli się równocześnie większą grupę psów. Tam oczywiście trzeba się posługiwać bardziej szablonową metodą, lecz nie można nigdy zapominać, że pies jest obdarzony osobniczymi cechami charakteru i wymaga indywidualnego traktowania.
Tresura w zakładach prowadzona jest przez, doświadczonych fachowców, którzy obserwują nie tylko przebieg nauki psa, lecz również udzielają wskazówek właściwego postępowania przewodnikom odbierającym wyszkolenie wraz z psami. Ostatni „szlif” nadaje psu dopiero praktyka.
Im bardziej wyspecjalizujemy psa w jakiejś określonej dziedzinie i to zgodnie z jego wrodzonymi talentami, tym precyzyjniejsze można uzyskać wyniki. Na odwrót, przy różnorodnej pracy umiejętność psa będzie powierzchowna, a rezultaty mniej zadowalające. Pies wszechstronnej użyteczności nie może skutecznie konkurować ze specjalistą. Wreszcie i tu należy pamiętać o starej prawdzie, że
tylko ciągłe powtarzanie w praktyce nabytej umiejętności doprowadza do coraz większej doskonałości.
Przewodnik powinien stale kontrolować psa, czy nie ma on tendencji do zmanierowania się lub czy nie powstają u niego mylne skojarzenia.
Pewien jestem, że kto raz przekona się o skuteczności metody „uczyć bawiąc i bawić ucząc”, ten raz na zawsze zarzuci stare sposoby szkolenia. Nie trzeba się obawiać, że pies, który się uczy w czasie zabawy, będzie mniej pożyteczny w pracy. Przeciwnie, jeśli jego zdolności zostały rozbudzone i skierowane na pożądany tor przy zabawie, również przy pracy będzie okazywał posłuszeństwo i gorliwość, wynikające z ochoty do wyładowania instynktów wrodzonych, umiejętnie pokierowanych przez człowieka.